Niechciane przez nikogo, unikatowe boazerie z apartamentów milionerskich w stylu Regencji, pochodzące z Britannica, siostrzanego statku Titanica, po osiemdziesięciu latach, które spędziły w irlandzkiej stodole, zostały zaoferowane gratis irlandzkiemu Muzeum Transportu. Nawet tam nie wzbudziły zainteresowania, a głęboko zasmucony tym faktem ich ówczesny właściciel wysłał je do… Nowego Jorku. Tam też miały pecha. Do czasu.
Mija właśnie dwanaście lat od jednego z moich największych i najwspanialszych kolekcjonerskich znalezisk związanych z historią White Star Line. Nadszedł czas, by ta historia ujrzała światło dzienne.

Powyższe zdjęcie paneli zostało poddane korekcji tonalnej, którą wykonał Ken Marschall, po to by jak najlepiej oddać prawdziwy kolor wybarwienia paneli dla osób oglądających zdjęcie.
Aby poznać historię boazerii i jej drogi do moich rąk, przeniesiemy się do roku 2012, czyli momentu, kiedy mijało sto lat od zatonięcia Titanica. Był to rok znaczący, ponieważ o słynnym liniowcu wspominano wówczas dużo w mediach, a i okrągła rocznica rozbudziła zainteresowanie statkiem w wielu nowych przyszłych pasjonatach tego tematu.
Kiedy rok 2012 dobiegał końca, byłem po lekturze wielu różnych prasowych publikacji dotyczących historii Titanica i nie spodziewałem się, że cokolwiek jeszcze może się interesującego w przestrzeni publicznej wydarzyć.
Aby podzielić się z Wami tą historią, muszę odbyć w moich wspomnieniach długą podróż w czasie do lat, kiedy rozpoczynałem swoją kolekcjonerską pasję budowania – wtedy jeszcze niewielkiego – zbioru pamiątek po White Star Line. Wówczas, bardzo wnikliwie starałem się poznawać rynek tych przedmiotów oraz prawa nim rządzące, aby umieć samodzielnie podejmować decyzje dotyczące pozyskiwania konkretnych przedmiotów.
Okazało się, że koniec roku 2012 przyniósł dużo niespodziewanych emocji, kiedy wówczas, w listopadzie, natrafiłem na artykuł prasowy w znanej i poczytnej irlandzkiej gazecie, o smutno brzmiącym tytule. Tłumacząc tytuł na język polski, tytuł artykułu brzmiał następująco:
„Fragmenty historii (stoczni) Harland & Wolff z Britannica idą pod młotek (aukcyjny) w Nowym Jorku”.
Jedyną ilustracją w tym artykule była fotografia kompletnie zachowanej szafki, która nie będzie przedmiotem tej historii, ale wspominam o tym fakcie, gdyż żadnych innych zdjęć w tym artykule nie było.
Na tym wspomniany wątek w przestrzeni publicznej się zakończył, ale dla mnie się rozpoczął.
Zaciekawiony tą prasową publikacją, a jednocześnie pełen niezrozumienia dla decyzji ze strony wspomnianego Muzeum Transportu w Irlandii, pomyślałem, że poszukam kolejnych informacji na temat wspomnianych paneli boazeryjnych, których zdjęcia w artykule nie było. Warto też wspomnieć, że internet wówczas nie był tak bardzo nasycony informacjami, jak jest współcześnie. Z biegiem kolejnych miesięcy temat przygasł w mojej głowie, po to, aby wrócić jak bumerang, znienacka, dwa lata później.
Będąc zapisanym do wielu różnych biuletynów z domów aukcyjnych, otrzymywałem różne powiadomienia o nadchodzących ciekawych aukcjach. Wiele z nich śledziłem z czystej ciekawości, budując swoją wiedzę o rynku kolekcjonerskim. Pewnego dnia, rutynowo przeglądając powiadomienia, napotkałem na informację w sprawie szafki z pewnego znanego statku, która miała zostać sprzedana w Nowym Jorku…
Niestety, po tylu latach nie jestem w stanie odnaleźć w swoim archiwum tej pierwszej informacji o sprzedaży wspomnianej szafki, którą napotkałem. Natomiast, o ile mnie pamięć nie myli, nazwa statku zapisana była błędnie. Czy była to „Britannia” (królewski jacht-muzeum), czy „Britanica”, czy coś równie fantazyjnego, tego już w pełni nie pamiętam. Szybka weryfikacja zdjęcia szafki i porównanie go z tym, które znajdywało się w artykule sprzed dwóch lat, okazało się trafnym pomysłem. Był to ten sam przedmiot! Nie mniej jednak, wracając do artykułu, było w nim wspomnienie o czymś, co interesowało mnie potencjalnie znacznie bardziej – czyli o dwóch tajemniczych boazeryjnych panelach.
Na fotografie paneli natrafiłem, kiedy przygotowano katalog aukcyjny i mogłem pierwszy raz zobaczyć je na ekranie komputera. Nigdy nie zapomnę moich bardzo ambiwalentnych odczuć, które wówczas miałem. Z jednej strony zobaczyłem zdjęcia przepięknej boazerii, z drugiej zaś strony – wyglądała ona bardzo źle. Nic dziwnego, skoro poprzednie 80 lat spędziła w stodole. Ślady wilgoci, odspojone warstwy forniru, liczne spękania tworzyły widok co najmniej przykry.

Do oglądania zdjęć boazerii wracałem jeszcze wielokrotnie, próbując na własną rękę ocenić, z jakiej kabiny mogły te panele pochodzić. Ich wygląd coś mi przypominał, ale nie byłem w stanie w pierwszej chwili ocenić dokładnie co…
Finalnie, intuicja mnie nie oszukała. Oniemiałem, kiedy w jakimś momencie uderzyła mnie myśl – to przecież wystrój milionerskiej kabiny w stylu Regencji! A to oznaczało, że to jedyne znane istniejące panele w tym stylu obecnie na świecie…
Warto w tym momencie wtrącić, że na statkach klasy Olympic – czyli na Olympicu, Titanicu i Britannicu przygotowano wyjątkowy wystrój kabin pierwszej klasy. Pasażerowie podróżujący tą klasą, mogli wybrać kabinę o podwyższonym standardzie – wnętrzu przygotowanym w wybranym stylu historycznym. Stylów tych było kilkanaście i były wielokrotnie powtarzane na każdym ze statków. Natomiast, był jeden styl, niepowtarzalny, w którym wykonano tylko jedną kabinę i to był właśnie styl Regencji. W tym jednym stylu przygotowano tzw. sitting room (salon) w jednym z czterech apartamentów milionerskich na każdym ze statków.
Na Titanicu w kabinie w tym stylu podróżowali państwo Isidor i Ida Straus.

Na Olympicu – z kabiną w tym stylu związana jest ciekawa historia, kiedy widząc jej wystrój, książę Edward (przyszły król Zjednoczonego Królestwa Edward VIII, który abdykował), stwierdził, że w tak strojnej kabinie mieszkać mu nie wypada i przydzielono mu kabinę w stylu włoskiego renesansu, nieopodal. Los boazerii w stylu Regencji z Olympica pozostaje nieznany.

Na Britannicu nikt nigdy nie doświadczył luksusów transatlantyckiej podróży, gdyż statek nie przewiózł przez ocean ani jednego komercyjnego pasażera, a z chwilą ukończenia jego budowy, zbiegającej się z rozpoczęciem pierwszej wojny światowej, statek przekształcono w pływający szpital. Wówczas, luksusowe wyposażenie Britannica zostało zdemontowane i złożone w magazynach. Statek poszedł na dno w wyniku zderzenia z miną, na morzu Egejskim, pozostawioną na wodzie przez niemieckiego u-boota, a luksusowe boazerie Britannica czekały na swój dalszy los. White Star Line w roku 1919, po wojnie, postanowiło sprzedać to wyposażenie i właśnie w ten sposób trafiło ono do babki właściciela irlandzkiego pubu. Szafka umieszczona została pod blatem baru, a dwa boazeryjne panele – w stodole… i tak czekały na ponowne odkrycie w roku 2012.

Dla niektórych osób bardzo ciekawe jest to, jak dany element boazerii wygląda z tyłu. To widok, którego nie zobaczymy na żadnej wystawie, czy muzeum, zaś mówi on wiele dla osób zaznajomionych z tym, jak wykańczane były takie panele i jak były znakowane. Szara farba, widoczna na panelu z drugiej strony to farba przeciwko wilgoci, zaś liczne oznaczenia tekstowe miały być pomocne w trakcie instalowania boazerii w określonych miejscach na statku. „SS 433” to numer stoczniowy Britannica, a pokład C oznaczony jest słowami „Shelter Dk”.

Panele z Britannica, po ich zabezpieczeniu po stronie amerykańskiej, odbyły drugą transatlantycką podróż w swojej historii, płynąc na statku. Po powrocie do Europy, trafiły do mnie, zostały poddane gruntownemu odrestaurowaniu.

Jednym z powodów, dla których milczałem o znalezisku dłuższy czas, był mój pomysł, który pojawił się w trakcie moich rozmów z właścicielem wraku Britannica. Simon Mills przygotowywał wówczas nowe wydanie książki „Unseen Britannic”, w związku z czym skoro zdjęcia uratowanej boazerii miały się znaleźć w tej książce, postanowiłem, że wcześniej ich nie upublicznię. Książka jest już wydana, a ja postanowiłem zrobić z boazerią coś jeszcze… a mianowicie:
Od stycznia 2026 możecie zobaczyć tą unikatową boazerię wystawioną po raz pierwszy w swojej historii na widok publiczny, i to właśnie w Polsce! Dwa panele trafiły na dwie różne wystawy:
Pierwszy panel znajduje się na mojej wystawie w Hydropolis we Wrocławiu, gdzie zostało wystawionych kilkadziesiąt elementów z mojej kolekcji
https://hydropolis.pl/w-cieniu-gigantow-nowa-wystawa-czasowa-w-hydropolis/
Drugi panel znajduje się na wystawie „Titanic: the Artifact Exhibition” w Poznaniu, w galerii poświęconej siostrzanym statkom Titanica
Z pewnością znalezisko też jest gratką dla fanów filmu Jamesa Camerona, gdyż właśnie to styl Regencji posłużył projektantom planu filmowego do odtworzenia go jako kabiny głównych bohaterów B-52. Filmowa przestrzeń w tym przypadku została przygotowania bardziej strojnie, niż na prawdziwymy statku. Historycznie, wiemy, że kabina B-52 była wyposażona zupełnie inaczej na prawdziwym Titanicu, zaś kabina w stylu Regencji znajdowała się na pokładzie C.
